18letnia matka na drodze do realizacji marzeń...
RSS
środa, 20 stycznia 2010
Już czas

Długo nie pisałam. Nie było jak. Nie było kiedy

Koniec semestru. Srednia 4.5. Biologia-celujący, chemia- b. dobry. Biologia- w sobote drugi etap Olimpiady biologicznej. Dzisiaj dowiedziałam się, że przeszlam do drugiego etapu Olimpiady Ekologicznej jako najwyższy wynik w szkole. Jestem zadowolona. Jestem zajebiscie  zadowolona. :)

Panie i panowie.... Oksytocyna za połtorej godziny będzie PEŁNOLETNIA....

kOMENTARZ MOJEGO TATY: "Corciu.... ty to jednak stara dupa już jesteś":P Jak zwykle humor pierwsza klasa.

Dłuższa notka już niedługo, przepraszam ale książki wzywaja.

Do napisania, oksytocyna

22:31, oksxytocyna
Link Komentarze (12) »
sobota, 12 grudnia 2009
Kobieta załozy ci miłości króciotką smycz....

Generalnie to mam na wiele rzeczy wyjebane. Generalnie nie przejmuję sie co o mnie mówią i o mnie myśla obc.Generalnie to jebie mi to, jaki mają do mnie stosunek. Nie jestem jakaś lekcaważąca czy coś. Myśle, że mam zdrowe podejście do wielu spraw. Jakoś nauczyłam się, żeby sobie odpuszzczac czy olewać jak kto tam sobie woli niektóre sprawy.
Czemu?

Bo czasem zamartwianie sie tysiącami spraw nic nie daje. bo czasem trzeba nabrać dystansu.

Jak kobiety nabierjaja dystansu? To już zależo od temperamentu.

chyba generalnie to mam silny charakter i temperament. Chyba wogole do tej pory większość facetów z ktorymi byłam szło mi pod pantofel. I chyba to to mnie męczyło. Ze nie potrafili mi się sprzeciwić. I chyba dlatego taki szok przezylam, odkad jestem ze Studentem. Bo on też ma sily charakter i osobowiść. I nam obojgu sprawia przyjemność takie 'docieranie sie' i scieranie poglądami. Bo lubimy dyskutować. I nie kobiecznie na tematy typu 'jak ci minął dzień kochanie'. Tylko na różne. Oboje mamy swoje inne dziedziny, w których jesteśmy mocni. On np w tym budownictwie, w lataniu, w polityce. I tak gadamy o tematach calkowicie odleglych. Czy normalnych? Wczoraj rozmawialismy na temat tego, jak mogłby wygladac ustruj państwa, żeby było najleepiej. I stworzylismy własna wizję nieco utopijnego kraju.

 

Warto słuchac drugiej osoby, rozmawiac nie tylko o prozaicznych sprawach. Chociaz i takie są wesole czasami nie powiem że nie. Wogole wesolym jest lepiej. Ja mam wyjebane na to, chce byc wesola i juz.

Bo endorfiny są fajne.

Wczoraj, kolo 22

Ja:Kupiłam tort Młodemu, ale żdzierstwo! 129 zł zapraciłam w cukierni!

Student:Jemu to dobrze...

J: Z napisem " Mam jeden  roczek- i tu imię"

S:JEMU TO DOBRZE..

J: A co ty też chcesz tort orzechowy z napisem "Mam 25 letek- i tu imię":)))

S:No pewnie, to byłby najlepszy prezent :)

J:Nie ma sprawy.... :)

 I tym sposobem na 25 urodziny Mój dostanie torcik ze słodkim napisem i 25 swieczkami :)

Juz nawet wiem jak to zrobie... Bo on przyjedzie kolo swoich urodzin do mojego miasta z DRUGIEGO KONCA POSLKI. Będę musiała odebrac go z dworca, bo on jeszcze nie zna mista dobrze. Tort zamowię tydzień wcześniej. przy rezerwowaniu pokoju w hotelu na 3 dni dogadam się z recepcjonistka. i zrobie tak... W sobote rano odbiore tort. Zawiozę go do hotelu. Dam recepcjonistce i dogadam się z nia, żeby tort był w pokoju, ktory będzie nasz. Zeby już tak sobie stał i czekał, a jak przyjde już z Moim do hotelu, żeby napewno dała nam ten pokłój. Wejdziemy i niespodzianka :)

Ale się zdziwi.... :)

Do napisania

13:50, oksxytocyna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 grudnia 2009
Busy.

W przyszłym miesiącu nie kupuje miesięcznego. Bo to bez sensu. Bo i tak aubobusami nie jeszcze. Bo i tak tłukę się busami wyłącznie ostatnio. Dlaczego? Bo busami jeżdzę za darmo. Dlaczego? O tym w tej za chwile.

No więc zaczeło sie od tego, że wsiadłam w busa bylo mało miejsca i ogólny ścisk. Zgieciona stoje prawie na szybie z przodu obok kierowcy  bezmslnie patrzę przed siebie. Widzę w lusterku, że kierowca zerka na mnie (teraz juz wiem, że ma 26 lat dodam że bardzo ale to bardzo przystojny brunet opalony brązowe oczy). To ja też zerkam. Zerkamy oboje, on sie uśmiecha to ja też. Puszcza oczko! To ja też ;-) Jedziemy dalej. Nagle patrze w bok, i  widzę że podaje mi swój telefon. Ja mina cos w rodzaju ;O Na telefonie w wiadomosci sms napisane- "Fajnie kręcisz tyłkiem;-)" ja : :D uśmiechnęłam się, i z pytaniem, gdzie zdążł zobaczyć, skoro tylko stoje tutaj nigdzie nie chodzę. On na to : Bo jechałaś ze mną już 3 razy wcześniej ;))) I zapisał numer.

Ale żonaty jest, więc pomimo zaproszeń na spotkanie konsekwentnie odmawiałam ;-) i odmiawiam nadal, pod warunkiem, że z nim jadę. No i oczywiście jeżdzę za darmo z nim.

 

To było jakiś miesiąc temu.

Dwa tygodnie temu miałam przyjemność poznać kolejnego kierowcę, 29 lat tym razem, w sumie podobny do tamtego. W sumie podobna histori z lusterkiem, z usmiechaniem sie i gapieniem sie na siebie (oczywiście on na mnie) pare uśmiechów. I z nim też jeżdzę za darmo.

Gdyby wszyscy kierowcy byli do 30 lat, to zapewne jeżdziłabym za darmo zawsze ;-) Ale akurat jak kończę lekcje, to jeżdzą tamci, więc pozostałych poznawać nie muszę.

 

Ha. Mój urok osobisty czasami mnie poraża <haha>. Zartuje oczywiście.

Mój student zdementował tego pierwszego jednym zdaniem "Co za wieśniak" dodając" Gdybym chcuał Cię podrywać, co robiłem przez ostatnie pół roku, to powiedziałbym ci że masz piękne rzęsy i oczy, a nie odrazu tyłek. Tyłek komplementować teraz mogę, wczesniej oczy:P" I stwierdził, że takie ^^ zaloty, są wieśniackie, iże kiedy ja się w końcu przeprowadze z miasta sedniego, do jakiegos dużego gdzie nie ma takich wiesniaków. No tak- bo on wychowany w dwóch największych miastach europy, to taka krytykę wyraża średnio co 3 dni, na dowolny temat, mniej lub bardziej z tym związany, z czego ja mam niezmierna ucieche, bo lubie patrzeć, jak się produkuje w tych swoich wywodach.

Wczoraj w  nocy na skypie.

S:Wiesz co?

Ja:Co?

S:wiesz za co cie kocham?

ja: Za co ;)

S: Za wrodzony talent do prowadzenia dyskusji. Chyba tym mnie urzekłaś. Taka wrodzona umiejętnościa do mądrego kłócenia sie. Wtedy jak probowałaś mnie przekonać, żebym sie ochrzcił i nie był ateistą, i jak rozmawialiśmy o instytucji kościoła. (Mina niczym filozof grecki, pełna zaduma i powada, ja siła nie wybucham śmiechem)

Ja: Wiedziałam, że walniesz cos, na co w życiu bym nie wpadła. ;)))

S:Jak zawsze:* A ty za co mnie kochasz?

Ja: Za samochód, którego nie masz i ża mieszkanie którego nie masz ;-)

S:Wiedziałęm, że walniesz cos nietypowego;))

Ja: Mam to po Tobie :)))

Do napisanie, oksxytocyna

16:11, oksxytocyna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 grudnia 2009
Zaliczyłam

Tak jest. Badanie wyników- czytaj sprawdziany z calości liceum- zakończone. Biologia-100%, chemia 90 %:) Byłoby sto, gdyby nie zajebiste błędy. Np. licze proporcja ile moli powinno byc, a do równania Clapeyrona podstawiam inna liczba, ktora nie wiem sakd mi się wziala wogole, chociaz wiem ze przecien powinnam podstawic tamta. Lice ilość okresów półtrwania i wychodzi mi 4, do działania podstawiam 5. To były moje błędy, absolutnie nie wyniikające z niewiedzy, bo zadania dla mnie banalne do robienia z zamkniętymi oczami. Dla mnie najgorsze jest to, że 3 strony zadań daje nam do rozwiązania na jedna godzinę lekcyjna czyli 45 minut i przychodzi 15  minut spozniona i realnie mamy pol godziny na 3 strony zadan z chemi, gdzie jest ie tylko liczenie ale tez doswiadczenia i zadanie wymagajace chwili zastanowienia. Na maturze ma się czas nawet na chwilkę namyslu, u mnie w szkole zadania mam mieec tak wycwiczone ze mam nie myslec tylko robic robic robic jak najwiecej. Poprostu zdolnosc robienia zadan nie tylko mam tu stechiometrie na mysli ma być tak wyćwiczona, że zadania maja byc robione jak najszybciej. Oczywiście wprost tego nikt nie powiedział. Tylko porownujac ilosc zadan na sprawdzianach z iloscia czasu doszlam do takiegoz wniosku.

I tak z lekcji na lekcje robie zadanie ze wszystkich mozliwie najlepszych imho zbiorów: Z Pazdro, Z Hejwowskiej (Operon), ze Wsipu, z Witowskiego. Okolo 150 wychodzi ich razem najmniej. A jezeli zbliza się kartkowka robie je jeszcze raz. I do sprawdzianu jeszcze raz. Takze do sprawdzianu kazdo zadanie mozliwe jakie znajde mam zrobione  3 razy w  przeciagu powiedzmy 2 miesiecy czy poltora. Wychodzi tego kolo 500 w zalezności od dziłu. Z redoxów było duzo duzo więcej bo w samym witowskim jest 150 zadań. Plus oczywiście wszystkie zadania z matur z tego dziłu, chociaż one są w Witowskim, ale nie wszystkie. Teorię mam wykladana na lekcji, także teorie mam z zeszytu wyselekcjinowaną. Czytam z ciekawości co tam Hejwowska sadzi na jakis temat w podreczniku ;-)

Chemia to podły przedmiot, bo niepowtarzana jest szybko zapominana. Dlatego u mnie w szkole juz 4 razy mialam powtarzanie całego materiału. Stad nie zapominam go, ciągle pomiętam, nie stanowi dla mnie problemu powrot wiedza do 1 semestru 1 klasy czy drugiego, bo mam to opanowane, wycwiczone iciągle przypominane stad nie martwie sie powtorkami do matury.

Z biologii nauka to w sumie jest przyjemność, żaden przymus.W szkole mam lekcje w formie wykladu co mi odpowieda, w domu oczywiscie zeszyt i książki-  P. Hosser, Operon- to sa dwa najwazniejsze glowne i z nich sie glownie uczę. Doczytuję z PWNu, z Danowskiego, Z Villego, z Lewińskiego chociaż ta część jest prawie identyczna z nowym operonem. No i teraz atlas anatomiczny jakis tam kupiłam, chociaż w książkach rysunki są raczej wystarczające, bardziej chodziło mi o łacinę, ktora u mnie w szkole na moim profilu obejmuje oponowanie terminow związanych z biologią i medycyną, wybranych oczywiście.

Uczę się z lekcji na lekcje ciagne na bierzaco, nigdy nie robię zaległości oczywiście mowa ciagle o biologii i chemii. Przed sprawdzianem robie testy i zadania z książek:

-Testy dla maturzysty Operon wydanie 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2010 (wydania do 2009 kupiłam urzywane w antykwariatach wogole nie wypełnione, a jak byly to olwkiem i ścierałam)

-maturalnie, że zdasz

-nowa matura biologia, wyd park edukacja

biologia testy dla maturzysty matura na 100%, PWN

-Testy Persony

-repetytorium z PWN

-testy z medyka (w tym roku wyszł jakies nowe zielona książka

-matura 2009 omega

18:01, oksxytocyna
Link Komentarze (11) »
niedziela, 29 listopada 2009
Co się przejmujesz, jutro będzie ^jeszcze lepiej"..... ;-)

kolejny naukowy weekend. Kolejna nocka na skypie. Kolejny poranek, który przyszedl o wiele wiele wiele za wcześnie. Kolejny nie zmyty makijaż (co ja poradze, że o 21 sie wykompie, ale znowu musze sie uczesac i zrobic makijaz bo na skypie facet bedzie mnie ogladac... chociaz przeciagnąć rzesy tuszem , no i ze potem nie bardzo mi sie chce go zmywać jak juz o 3 klade się spać....), kolejna  niedopita kawa... Obiecuje, że od przyszłego tygodnia zaczyna pic zielona cherbate żeby byc młoda i piekna po 90tce :P

Kolejny ranek, południe i popołudnie w książlach.... Kolejny wieczór w książkach. I zapowiada sie kolejna noc na skypie... znajomi sie smieja- jeszcze troche i zostaniesz nietoperzem. Nic nie poradze, że dla mnie doba jest za krótka, że ma tylko 24 godziny a godzinna 60 minut i 3600 seknd...

Co poradze na to, że nie lubię się za bardzo śpieszyć, a zawsze muszę bo wszystko zostawiam na ostatnia chwilę i ostatecznie uruchamiam wszystkie możliwe siły i istytucje żeby zrealizować jakis zamyślony plan, nawet jezeli inni mysla ze jest za póżno...

Tak. To sie nazywa wrodzony upór. Wrodzona ambicja. Wrodzona niechęć do przeciętności.

Nikt nie chce byc przeciętnym. Ważne jest znalesc cos, w czym jest sie ponad...

Ważne jest równanie do tego wyższego poziomu, nigdy do niższego...

Nieprzeciętne dziecko. Dziecko uzdolnione chociaż zaden geniusz. Dziecko pracowite. Dziecko przypilnowane przez rodzicow co chodzi o naukę...

Póżniej gimnazjalne dziecko. Dziecko mniej przypilnowane. Dziecko ponad przecietność, chociaż juz leniwe. Może to wszystko przez to ze takie wrazliwe? A może zbyt pewne siebie?

Może zbyt często liczyłam na to że mi sie "uda".... A dopiero potem nauczyłam się, że jeżeli sama nie zapracuję to nie osiągnę celu.. Mam wielu znajomych, ktorzy calkowicie nic nie robią... Dobrze sciągną, popytaja rozejrza sie i sa ustawieni... A ja musze sama... Wczesniej bardzo mnie to denerwowalo. Teraz oze troce to doceniam... co z tego ze mozna sie chwilke pocieszyc terażniejszością,. że coś sie udalo, skoro na dłuższa mete jest to nic nie znaczące?

Muszę sama sie skupic. Sama zdopingować. Sama chwialic i nagradzać nawet za te małe sukcesy.

Nigdy nie chciałam byc przeciętna- no i jak najbardziej nie jestem. Ludzie patrza na mnie, i chociaz kiedys wydawało mi się że bedą to pogardliwe spojrzenia i myśli o "puszczalskiej" panience co wpadła tak nie jest.... Cięzko pracowałam na ten wizerunek który mam... Na to, że ludzie traktuja mnie poważnie, a moja ciąże traktuja jako przypadek, cos co kompletnie sie nie lączy z tym jaka jestem.... Ze to nie ja, bo to nie pasuje do mnie.... Inteligentna, ładna madra, dobrz esie uczy... Ile osob juz zapomniało że mam dziecko? A moze tak poprostu w codziennych kontaktach sbie tego nie uswiadamia. Ile osob nie mysli wogole o tym co mowi, i jest totalnie niedojrzałych, nawet jak na te 17 czy 18 lat. Bo czy powazne jest pytanie "Czemu cie nie było na imprezie?" Nosz kurwa... brak mi słów czasem, bo ilez razy mozna powtarzać ze mam dziecko i nie bede go zostawiać przez ten i tak krotki czas gdy z nim jestem. Ja pierdole nie wymagam bog wie czego, tylko troche zrozumienia i moze odpuszczenia soie niektorzych pytan... Co mam chodzic po imprezach, zostawiać ciagle Młodego z dziadkami,a za 1.5 roku wyprawadzic sie z domu? Jeżeli teraz nie zbuduje więzi z dzieckiem, ie zrobie tego nigdy, bo potem beda studia i 5 czy 6 lat z daleka od siebie i weekendowe przyjazdy.... Wiem  że moze ludzie w moim wieku nie mysla jeszcze w takich kategiriach no ale bez przesady....

a moze treaz wkurwia mnie to bo mi troche zal tego... Zal napewno.. ale nie az tak, żeby poświęcac dziecko z tego powodu.

 

żyje od weekendu do weekendu. Nienawidzę poniedziałków. Na samo słowo poniedzialek mnie mdli. Najgorszy zjebany dzień to właśnie poniedziałek... Bo dopiero tydzien sie zaczyna. Bo trzeba wstac. Bo trzeba iśc do szkoły. Bo sa dwa polskie. Bo do piątku daleko. Za to gdy tylko przychodzi czwartek robi sie d€zo lepiej.
Bo zaraz piątek. A piątek to juz prawie weekend. I mozna porobic rzeczy nie naukowe- np poczytać artykuly biologiczne na olimpiade :p hehehe ja pierdole.... To jest najbardziej nienaukowa rzecz na jaka mam czas pomijając dodawanie wpisow na blogu i rozmowy z moim studentem na skypie.

Ha! Moja przyszły ^^  teściowa własnie dowiedziała sie o moim istanieniu.

Student wraca po pracy do domu.

S:mama daj jakies pudełko, muszę  podać busem paczke do Polski

M:;O Dokąd?

S: Do X

M. ;O Do kogo?

S: DO DZIEWCZYNY

m: :O:O:O:O:O:O:O:O

chwila ciszy....

M:A jak wy sie poznaliście?

S z usmiechem jak :D- w internecie.

m:aha

chwila ciszy....

M;A poznam ją?

S:Raczej tak

M:A przyjedzie na ferie?

S:Raczej tak, Robert odstawi ja na lotnisko.

M:To ona zna Roberta?

S: Jeszcze nie. Pozna jak wysiadzie z busa pod Pałacem Kultury w drodze na lotnisko ;-)

M: To znaczy że na feriach mam byc w Neo Makri?

S:No raczej we 3 nie zmieścimy sie ;-)

M:No tak.... Ile ja lat jeszcze bedę tak emigrowa ć na każde ferie i wakacje? ;-)

S: Nie martw sie mam zamiar sie ożenić, zakup mieszkania w Polsce i wnuk juz sa w planach także możesz zacząc odkladać kasę.

M:Tak, czemu ja zawsze dowiaduje sie ostatnia ....;-)

po chwili....

M:A czym ona sie zajmuje?

chwila ciszy...

Student udziela pokrętnej odpowiedzi: Uczy sie ;-)

Nie dodajac ze w liceum a przyszła zona jest 6 lat mlodsza ;-)

Uwielbiam tr pokrętne odpowiedzi ;-)

No i tym sposobem właśnie wybieram sie na4 dni do Atem gdy tylko bedą ferie :)

 

17:01, oksxytocyna
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 23 listopada 2009
Mała retrospekcja...

Tak.. To juz prawie rok, jak jestem matką.

Prawie rok minął od tego, co zapamiętam na całe życie. A chciałąbym zapomnieć, chociaż czuje że się nie da. Po jakimś czasie te najgorsze wspomnienia bledną, tracą na mocy, te mniej znaczące znikają... Ale to uczucie i ogólne wspomnienia nie znikną... Tym bardziej, że pamietam to wszystko jakby sie miało zdarzyć wczoraj, czy w zeszłym tygodniu... Nie zapomne.

Wtorek, 9 grudnia. Normalnie wstaję rano do szkoły, ubieram się, chociaz już z lekkim niepokojem- przeciez termin 14, a ja jeszcze do szkoły. Cieszyłam się ze tak dobrze daje sobie radę. Po lekcjach mialam jechać do szpitała, bo moj lekarz do torego chodze oczywiscie prywatnie, jest zastępcą ordynatora i zrobi mi KTG tam, zeby sprawdzić czy wszystko ok na oddziale patologii ciązy, na ktorym wczesniej w listopadzie spędziłam 4 dni, gdyż miałam cukrzyce ciążową.

Torba z rzeczami do szpitała jeżdziła w samochodzie juz od dobrych paru dni, numer TAXI jako pierwszy w telefonie co by było łatwo znaleść gdyby coś...

Na wszelki wypadek w szkole zegnam sie ze  wszystkimi, bo kto wie czy mi nie każą zostać, skoro to juz prawie termin. Zegnam. Wyglądam tragicznie. 162 cm wzrostu 58 kg wagi ogolnie wygladam normalnie, gdyby nie to ze pod bluzka mam piłkę. Caała spuchnięta już od tygodnia. Zmęczona jak cholera, głównie od chodzenia spać o 1 i wstawania o 6.

Jestem w szpitalu. Mam mieszane odczucia... wiem  że chce juz urodzić. Że to już czas. Że juz poprostu dłóżej nie chcę, że już teraz. Na KTG nawet najmniejszego skurczu..... Jestem załamana. Lekarz zabiera mnie do pokoju na fotel. No jakies tam malutkie rozwarcie,. Patrzy na mnie i miłym głosem "Nie martw się malutka... wyjdziesz stąd z bobasem, napewno nie sama ja cie nie wypuszcze nie smuć sie." I w ten sposób o 18 zostałam przyjęta na oddział. Kurwa mać, juz po kolacji, no nic jakoś wytrzymam do rana. Mam sale z 2 innymi kobietami, jedna ma juz silne skurcze bo założyli jej cewnik (czy cos), druga spokojnie lezy termin na ten sam dzień co ja. No i ;erzymy. W nocy nie mogę spać. Tamta jeczy, boli ją. o 2 zabierają ja na porodówkę. Do rana spię... o 24 przychodzi położna mierzy puls dziecka, mieprzytomna zykle nie pamiętałam tego nawet rano. Potem przychodzi o 6 to samo i mierzenie temperatury. Póżniej chodz ą lekarze. Nikt nic do nas nie mówi. Wpada gromada, patrzą dziwnie, stoją 3- sekund, pytają czemu to jestem. Odpowiadam, że doktor F mnie przyjął. Ok.  Póżniej sniadanie. o 11  KtG. Obiad. o 17 KtG, o 18 kolacja.  Tak minęło środa, czwartek, piątek. W sobote jeszcze usg i badanie. Nic się nie dzieje. Chodze po oddziale maksymalnie podkurwiona. Od 3 dni położe przychodzę mnie oglądać jak okaz. Widać kto był głównym tematem na oddziale. Jedna cos do mnie rozmawia- ma córkę w moim wieku. Mam wyjebane na to że gapią się na mnie jak na ufo a inne ciężarne jeszcze bardziej. Odrabiam lekcje i ucze sie na biologię o bakteriach, pamietam to do dziś.

Idę do mojego lekarza na rozmowę prywatną. Potem na rozmowę prywatną idzie moja mama. "Proszę sie nie martwić, jeżeli do poniedziałku nic, to będziemy wywoływać. Może niech się troche porusza gdzieś pochodzi  czy coś, albo masuje sutki to wywołuje skurcze". Jak glupie zapierdałałam całe sobotnie popołudnie po wszystkich oddzialach w szpotalu i po schodach.

W szpitalu bardzo suche powietrze. Cały czas puszcza mi sie krew z nosa. Po 4 razy dziennie, w końcu puszczaja mi się zamiast krwi jakieś wielkie skrzepy. Każa mi wlewać sobie sól fizjologiczna. Leje. Do kibla wielkie kolejki. Na sali leże ostatnie 2 dni z pania, ktorej nie wolno wstawać z łóżka, wszystkie potrzeby fizjologiczne, tr cięższe tez zalatwia na łóżku no a pozniej prosi o otworzenie okna. Staram się wychodzic, bo kurwa wąchać nie chce a leże przy oknie a kurwa jest grodzien i piżdzi na dworze i jest mróz, zaczyna padać pierwszy śnieg....

Przychodzą do mnie tłumy. Przychodzi chłopak, mama chłopaka, przychodzi jego szwagierka, przychodzi moja mama z tata, moje kolezanka z lawki codziennie w kserowkami notatek z lekcji i codziennymi plotkami. Jestem na bierząco. Przychodzi też moja przyjaciółka. Poniedziałek. Wstaję robie to co zawsze, potem sniadanie, potem fotel. Cała kolejka na fotel. idą swięta wieć jak najwiecej osob musza sie pozbyć z oddziału. W pokoju 4 facetów i położna i jeszcze jakas pielęgniarka. Stoję czuje że pokarm kapie mi na podłogę, że koszula nocna przemokła przy biuście (z rozmiaru B przeszłam na prawie D) jak mleczarnia. Jestem skrępowana do granic mozliwości nie wiem jak się zachować. Rozkraczyłąm się przed tyloma osobami że czuję że robi mi się czerwono i wogole ledwo  siedzę. Podchodzi położna, oblewa krocze jakims plynem o tempetarurze lodu ja umieram na tym fotelu, gdzie kurwa takie zimne. Lekarz bada. Czemu nie mój lekarz tylko ordynator?! Pomiojam to, że myślam ze jebnę zero delikatności, byłam u 3 różnych lekarzy swojego czasu alę żaden taki nie był. Jest niemiły i w oczy kpi ze mnie. "No i co z nią robimy?" Ja ubieram sie w szlafrok i majtki jak najszybciej. Oni koontunułują. Mój lekarz nieśmiało "Może kroplówkę.....?" - tak sie umawiali z moimi starszymi, że gdyby coś to mam rodzić sama szybciej dojdę do sienbie. Ordynator oburzony "To nie możliwe, oni krzywi sie nawet przy badaniu. Nie da rady, dziecko nie przejdzie zobacz jaka ona jest wąska!" Stoję zamurowana nic nie mówię. Ordynator zarządza- do cesarki  DZISIAJ. Stoje zszokowana. Zdawałam sobie sprawe ze to już ale jak slysze ze o 11 robi mi się słabo i niedobrze, prawie mdleję. Mam iść na lewatywę. wykonuje ja polożna, ktora zapamiętałam najlepiej, najbardziej miła dla mnie. Mówi o tym, żeby przed zabiegiem wziąc prysznic bo przez z kolene 2  dni nie dam rady. Robie to. Po tem mam przyjść założy mi cewnik. Chodzę oszołomiona nie wiem co się dzieje. Koobiety pytają czy idę  Mowię że tak.

Idę na cewnik. Po założeniu tego cholerstwa znowu robi mi się słabo nie moge dać sobie rady z tym że coś siedzi w mojej cewce moczowej, nie mogę wytrzymać tego. Chodzę jak idiota z woreczkiem na mocz w reku i kabelkiem zwisającym z mojego kroczza. Żegnam sie z mama. Ide na porodówkę. Totalnie nie wiem co się dzieje boje sie jest mi niedobrze i słabo, prawie placzę. Ide na ta salę każe mi sie położyc na sppecjalnym łóżku do rodzenia, zrobia mi szybko ktg. Zabierają mnie na sale operacyjną. Ledwo życie jestem tatalnie nieświadoma ze starchu co się dzieje. kladą mnie na lóżku, przychodzi anestozjolog, każe mi cos podpisać wybrać jak chce być znieczulona. Słyszę ze moge miec narkozę. Wybieram  to. I kurwa schody. Bi zjadłam sniadanie, i w takim razie musze 1.5 godziny zaczekac dla bezpieczenstwa. Przychodzi ,moj lekarz juz przebrany zeby ciać, a tu jajo- za 2 godiny. On nie moze zostac konczu mu się dyżur. Ja prawie placz. Chciałam jego! Wracam, na sale dp zbiorowego rodzenia. Klade sie na to łóżko.... i przez 2 godziny śpie na łóżku tym, gdzie kobiety rodzą dzieci normalnie. Przychodzi pielęgniarka, zabiuera mnie juz na salę, tym razem właściwie. Umieram ze starschu znowu. Jestem juz totalnie obojętna, widze tylko duzo ludzi zgromadzomnych przy mnie, ktoś zakłade mi wenflon... Zapalaja się lampy, przychodza lekarze, przykladaja mi maskę ... Zasypiam. Za chwile doslownie 5 sekund w moim odczuciu budzę się. Bije się że obudziłam się w trakcie. A to juz. Zabieg trwał poł godzinmy. Nie wiem co sie dzieje, wiaza mnie na sale, ktos krzyczy ze mam syna. Ja nie moge wytrzymać. Nieprzytomna ciągle jecze ze mnie bardzo boli, zeby ktos cos zrobil, bo bardzo mnie boli.. Ciągle jecze tylko boli boli... Jestem na soli. Mama tata mama chlopaka i chlopak. Nie moge plakac bo tak mnie boli brzuch. nie moge zawet ruszyc reka, mam zamkniete oczy, zaczyna  jeczecx ze mi zimno, ze mnoe boli, przychodzi polozna, dostaje kroplowke. Jednaa, pote, druga, potem trzecia... Pytam jak z dzieckiem. 10 kpt, zdroqy pszysko w pozadku, waży 3 kg, urodzony o 16.30.... Staram sie go zobaczyc, ale widze potrujnie. Myja  go slysze jak krzyczy. Przynosza mi go i golutkiego klada na piersiach. uspokaja sie, ukladaja go tak zeby ssal. Mały ssie. Ma brzuchu m,am jakiś obciążnik. Umieram, nie moge nawet plakac tak mnie boli. O 19 Wszyscy ida.. Mnie zbiera na placz nie wiem co mam robić. Przychodza pielegiarki, dpstaję zastrzyk ktory mama "Wykupiła" takiego glupiego jasia w udo i oodpływam do rana, pielegniarki zabieraja dziecko  na noc do  siebie.

Rano wpada polozna, suka chamsko cos do mnie mowi, szarpie moim łóżniek, że musze wstać ja placze tłumacze jej ze nie jestem w stanie kreci mi sie w glowie i baredzo boli. Nic masz wstać! i maksinalnie podnosci moje opracie. Zwijam sie z bolu łży mi leća. Mały jest przy mnie. Zmieniaja mi podkład, kolejna chamska suka cos mi gada, nie chce mi pomoc wstac. Nie umie sobie poradzic, z placzem dzwonie do mamy, ale nie moge plakac bo mnie boli. Mama przychodzi dopeiro o 14, bo jest w pracy. To ona pokazuje mi przewijanie, wczesniej robily to polozne ale nikt mi nie pokazal... o 18  zostaje sa,ma. Nie mogę sama chodzić. na drugi dzien dopeiro kazy krok sprawia mi ogromny bol, prawie mdleje w drodze do kibnba prowadzona przez mame. O 18 zostaje sama. Za kazdym razem gdy zostaje sama nie moge wytrzymac. Zbiera mnie na placz. Ciagle chce mi sie plakac boje sie. mija 4 doba, ide do domu. Czuje ogro,mna ulger- dl;atego nie nie zostane juz sama. Miałam troche mala depresje przez pare dni, ktora u mnie glownie pollegala na tym ze chcialo mi sie plakac, ale z blizej nieokreslonego powodu, czulam sie bardzo bezradna, chociaz umielam sobie poradzic,. Bardzo bolaly mnie piersi, mialam nawał pokarmu., twarde bolace piersi ktore kazali mi masować. Imm twardsze tym gozej lecial pokarm, bo kanaliki sie zapychly. Masowalam i zaciskalam zeby z bolu. W do,mu szok. Placz- jedna z piersi prawie 2 razy wieksza od drugiej wygladam jak cyklop. To dlatego, ze karmilam wiecej jedna niz druga, i tam bylo wiecej pookarmu. po tygodniu wyrownuja sie... Moje emocje wygasaja, coraz lepiej sie czuje moge już chodzić szwy maja wchłonac sie same... Wracam do siebie. Już z Młodym. Wracamy do siebie i uczymy sie jak to się tu zyje na ttm dziwnym świecie....

Do napisania, oksytocyna

16:32, oksxytocyna
Link Komentarze (6) »
niedziela, 22 listopada 2009
Prawie jak matura..

Tak. To brzmi strasznie. Otórz jutro mam badanie wyników z chemii z całego liceum. Dzielnie powtarzam wszystko, robie zadania z witowskiego, przerobione wszystkie zadania z odpowiednich działow, pozostało jeszcze przypomnieć odrobinę teorii, kolorki.... hmmm... a i troche o budoowie jadra- hybrydyzację...

I tak powtarzam i powtarzam... tp już jutro. Za soba mam biologi- chyba poszło nieżle... okaze sie we wtorek pewnie. Byłam zajebiście przygotowana mowiac szczerze, jedno pytanie tylko mnie zaskoczylo.. ale za 1 pkt bylo:)

hmmm co mi zostało.. jaklos nie moge odciac sie od tej chemi. Jeszcze  zwiazki nieorganiczne, bud atomu, koloidy i redox do przypomnienia. Sama teoria więc szybko pojdzie, mysle ze do 21 skoncze to juz napewno.

W szkole cięzko. Tak... Listopad to ciężki miesiać. Tym bardziej, że ciagle sprawdziany typu własnie jak to badanie wynikow. To troche wkurzające... Od jutro zmirnia sie plan. Kurwa, dlaczego ja jak zwykle jestem niedoinformowana i nie mam pojecia jakie mam lekcjie? Czemu nikt z mojej klasy nie jest poinformowany jakie mamy lekcjie? Ja pierdole co za szkola.

Musze przed swietami isc dodermatologa.  Ciagle mam problemy z cera. I tak odprawiam całe rytuału w tym kierunku. Ja nie wiem, to niesprawiedliwe, ze niekorzy maja taka super cere zadnych syfow nic kompletnie nic sie nie swieci. nie mowie ze u mnie jest jakos bardzo tragicznie, nie mniej jednak to wkurza mnie to co mam i juz. Może to przez wrodzone skłonności do perfekcjonizmu hehhe.

Prosze was, ojebcie mnie, jezeli kolejne buty kupie z 'guzikiem' do ozdoby. Nosz kurwa nie moge. Kupuje buty. No ladne eleganckie. Ide w nich. Wracam do domu, kurwa patrze na te buty.. a ty wielkiego guzika brak. nosz kurwa mac! i gdzie ten guzik... no nic... pojde do sklepu, moze od producenta mi wysla taki guzik.. bylam w butach pare razy doslownie a kupe kasy kosztowały. Jebane CCC.

Musze cos ze soba zrobic. Coś z  wlosami. Albo przynajmniej w szafkach wszystkich posprzatac. Cokolwiek. Cos co mi oczysci lep z glu[pich mysli i wogole. Nosz musze cos zrobic.

Nosi mnie. Nosi i to bardzo. Czuje jakis niepokuj, ktory nie daje mi spokoju. Ciągła złość... Jakis bunt frustracja nie wiem. Wiem,  ze musze cos zrobic ze soba, bo zaczynam sie dusic w tym wszystkim... cos...

Już wiem:)

Zaczne od porzadkow w pokoju. A jutro pojde na zakupy. Pare nowych rzeczy, pare dodatkow. I pojde do tego lekarza moze w srode. Kupie sobie jakis dobry krem moze vichy albo coś

Zrobie notatki na biologie na konkurs. I zaczne sie zdrowo odrzywiac. Kupie albo porzycze jakas ksiązke w tym kierunku, przeczytam i wdroze w zycie:)

Wiedzialam, ze piszac ta notke wpadne na cos konstruntywnie budujacego moje zycie.:)

Ehhhh.... oksxytocyna to jest jednak konstruktywnie konsekwentna w swych zamiarach kobieta:)

 

Do napisania:)

13:47, oksxytocyna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2009
I tak ja chodzę sobie i chodze i spię na chodząco. Nowa moda, a co!

Tak jest. Czwartek badanie wynikow z biologii- zakres materialu to caly liceum, w poniedzialek chemia. Oprocz tego caly kolejny tydzien lekcje sa na 12, bo matury probne operonu...

No ja pierdziele. Nie lubie mieć lekcji na 12. Kurwa. Nie lubie konczyc o 16. Nie lubie wracac ze szkoly autobusem w ktorym jebie wszystko.

Siedzę i się ucze. Oprocz tego kupuje kosmiczne i miedzygalatyczne ilosci kart telefonicznych i srednio od godziny 24 do 2 w nocy siedze na skypie w wiadomym celu i wiadomo z kim.

oksxytocyna ma dlugie wlosy i sexi przemyka ulicami miasta tudziez smierdzacymi autobusami. oksxytocyna przemalowala wlosy na rudo. BO TO TAKA NOWA MODA

 

no i teraz niech ktos powie, ze ja prowadze nudne zycie niech ktos powie.... przez ostatni rok urodzilam dziecko, zmienilam faceta, poszlam do liceum, dobrze sie uczylam, wychowuje dziecko i jeszcze pomalowalam wlosy na rudo pomijajac fakt, ze za 2 tygodnie lece na weekend do Grecji.

 

No niech ktos mi teraz powie, ze oksxytocyna jest niespolniona. jestem cholernie spelniona we wszystkich mozliwych dziedzinach zycia- edukacyjnym, maciezynskim, udowowo-wygladowym, i facetowo-seksualnym. i niech ktos mi powie ze nie... ajjjjj

szczesliwa kobieta to spelniona w kazdej dziedzinie kobieta.

 

i ja za taka sie uwazam:) i srodowisko tez.

do napisania, oksxytocyna

17:18, oksxytocyna
Link Komentarze (3) »
środa, 14 października 2009
No i jebany pażdziernik

Wiedziałam. Czułąm. że będzie zimno. Będzie padać, wiać i inne okropne rzeczy ktoych mój organizm nie toleruje i dostaje alergii na sama myśl o zimnym dniu. Ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Śnieg! W pażdzierniku! To już szczyt szyt szczytów i ja wypierdolam do Grecji.

Co dzisiaj w nocy zrobił Student Budownictwa. Miesiąc siedział w Pl, no i kolejna dziekanka. Wrócił tam, i zostanie do marca. Spędziliśmy razem zajebisty weekend we dwoje w moim mieście. Zakochałam się....

Zakochana okstocyna od 2 miesięcy chodzi jak nakręcany mał samochodzik. Czyli jeszcze bardziej jeszcze szybciej niż normalnie. Latam ze szkoł do domu na korki do domu z domu do sklepu ze sklepu do domu z domu do niego 4 godziny busem w jedna strone. I on lata do mnie. No teraz już poleciał tam. Więc już nie.

W szkole zapierdalanie jak zawsze. Chemia biologia chemia biologia i tak wkółko. Wychylając łep spod Operonu cz.2 do Zaglewdam do Witowskiego i chemicznego operonu cz3. I tak mi płnie. Z tym że chodzę wcześniej spać. Nie póżniej jak o 23. Przynajmniej nie wyglądam jak trup.

I tak chemię i biologię połączył mi w spójną całość jeden facet.

11:19, oksxytocyna
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 września 2009
O autobusach i moim życiu na pełnych obcasach.

Tak. Bez wątpienia albo ja jestem takim życiowym mamrasem, albo trafiam na zle autobus. Wracam do domu. Ściska jak jasna cholera. Czuję że tłum mnie trzyma. Ja sama się nie trzymam. Gorąco. Zewsząd czuć smród. Tkwie w tym smrodzie. Obok mnie jakiś dres słuchaący muzy na glos w telefonie. Dalej dziewczyny typu "Disco polo jestem blachara" słuchające disco polo i na dodatek wydawające z siebie jakies dżwięki. Zakręt. Tłum leci lekko do przodu trooszke w bok. Tłum mnie trzyma nadal więc dzielnie stoje na 11 cm obcasie z cieżką torbą książek kurtkę w ręku a drugiej dłoni telefon. Okej. Widzę już przystanek. Powoli tłum przepycha mnie w kierunku tylnych drzwi. Stoję i..... kurwa autobus się nie zatrzymuje. Ja spiździona na mexa wydaje z siebie dżwięk, który imituje coś w tylu "Ejjjj" oczywiście krzycze. Cały w autobus w ryk. Smiech. Brecht. Rżenie. Kurwa. Jak zatrzymuje się autobus nie mając nawet telepatycznego, a co dopiero werbalnego, pozawerbalnego kontaktu z kierowca na 11 cm obcasie?

Ja jeszcze nie opanowałam tej sztuki. A nieątpliwie sztuką to jest, skoro sprawia mi to takie trudnosci.

Wniosek prosty. Teraz tłum trzyma mnie przy drzwiach z przodu.

 

Codziennie rano wstaję. Codziennie rano zastanawiam się, czy tej dzień będzie tak samo bezsensowny i pracowity jak wczoraj. Jak przedwczoraj. I jak pizdowczoraj też. Zastanawianie się swoją drogą a i tak każdy dzień taki jest. Pod szkoł przywozi mnie ojciec. Elit Way szkoła wysokich standardów w każdym razie. Szkołą raczej normalnych ludzi. Szkoła raczej nie wywyższających sie i nie lansujących sie ludzi. Codziennie rano z przystanku przemierzam 100m . Codziennie rano na zjebanych "kocich łbach" zdzieram drogie obcasy, za co potem codziennie wiczorem opierdala mnie mama.

Codziennie rano wchodzę po schodaach. Wolniej lub szybciej. To Zależy od tego jakie mam obcasy.

Codziennie rano zapierdalam przez korytarz wyożony gumoleum i modle się zeby się nie wypierdzielic centrralnie na śliskiej podłodze. Się nie zabić. Nie połamać. Nie zrobić sobie odrazu z rana siary, bo przedemna jeszcze cał dzień na to.

Codziennie docieram do tej klasy. Łypam. Za pracą domową łypam ze wszytkiego, co nie jest chemią. Jeżeli EWENTUALNIE uda mi sie to pisze. Jeśli nie to nie.

Codziennie o 11 wpierdalam fitelle kokosowa z jogurtem za pomoca plastikowej łyżki kupionej w szkolym sklepiku. Wpizdu. Nigdy nie będę elegancką kobietą, ktora za przeproszeniem. wpierdala fitelle z jogurtem plastikową łyżka.

Codziennie staram się myśleć w szkole. Jak to u mnie bywa z tym różnie, tak czasem śpię, albo rysuje kwiatki. Na pełną aktywność pozwalam sobie na biologii i chemii. TU jestem na 100%. Daje z siebie 100%. I tak bardzo chcę, żeby mi się to zwróciło.

No i tak żyję obijając sie pomiędzy ścianami autobusu, poduszkami na łózku w czasie nauki, i pościelą po, przed lub w czasie seksu, szlifując chodniki obcasami. Dochodząc do kontrowersyjnej konkluzji- Zycie oksytoyny w ogromnym stopniu zależy od tego, jakie w danej chwili ma obcasy.

Trwa ładowanie akumulatora..... Tak, nareszcie weekend....

Do napisania, oksytocyna

21:46, oksxytocyna
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4